Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/156

Ta strona została skorygowana.


Ciszą grób.
Dom ten w mroku, na pustej równinie,
Cichy jest.
Z piersi domu na zewnątrz nie płynie
Krzątających się ludzi szmer, tak sercu drogi;
Bez świateł jego okna i bez gwaru progi;
Wróbli sennym świergotem nie przemawia strzecha,
Nikt nie śmieje się, pieśnią nikt nie budzi echa,
Nie słychać szeptu starców, ani krzyku dzieci;
Ściany milczą, dach krokwi rusztowaniem świeci;
Drzwi wybite, podobne wykłutemu oku,
Patrzą czarnym otworem w nieskończoność mroku,
A z okien, na powietrzu rysujący koła,
Wylatuje nietoperz...
Ach! pióro nie zdoła
Odtworzyć tej zepsutej grobu atmosfery,
Jaka wisi w tych miejscach; słowa ciasne sfery
Nie pomieszczą wielkiego boleści ogromu,
Co, jak mgła z trzęsawiska, wstaje z tego domu
I kamieniem tęsknoty na serce opada.
Pióro ciemno rysuje, a słów barwa blada!

Chyba dźwięk, idealny tłómacz wyobraźni,
Co uciech obietnicą jak syrena drzaźni,
I różami zakrywa ziemskiej drogi ciernie —
Chyba dźwięk, nerwów władca, potrafiłby wiernie
Ciałem sztuki przyoblec tę marę boleści —
Lecz musiałby wprzód zabić każdy ton, co pieści,