Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/159

Ta strona została skorygowana.


Wyrastał kwiat czarowny, co przez długie chwile
Pięknością swą przywabiał pszczoły i motyle,
Ileż razy w tem miejscu dwoiła się w echu
Nuta cichych pacierzy i głośnego śmiechu!..

Wówczas dom ten, zakryty lip kwitnących wiankiem,
Człowieka i natury czułym był kochankiem,
I świętych obrazami stroił izby swojej
Wówczas po jego ścianach pięły się powoje,
A gołębie miłośnie gruchały na dachu;
Wówczas cały się kapał w rezedy zapachu
I cały się rumienił w lunach letniej zorzy;
Blasku pełny był wówczas, anielski i boży —
A dziś...

Spytaj pasterza: czemu, gdy zdaleka
Przyjdzie tu ze swoim stadem, czemprędzej ucieka,
Jakby mu w oknach pustki szkielet mignął z kosą?
Spytaj Wiochny, dziewczęcia z główką złotowłosą,
Czemu, kiedy znęcona fijołków zapachem,
Aż tu po nic zabłądzi, cofa się z przestrachem,
A twarz jej tak się mieni i serce tak bije,
Jakby na jadowitą nastąpiła żmiję?
Spytaj swego woźnicy, czemu, pełen trwogi,
Żegnając się, z pośpiechem mija dom złowrogi,