Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/180

Ta strona została skorygowana.


6.

Ratuj-że mnie, Jowiszu i ty Afrodyto,
Bo spostrzegam, żem drugą powiedział herezję!
Wszak Heinego okrutnie do krzyża przybito
Za to, że śmiał rozkiełznać niemiecką poezję,
I że pozwolił muzie chodzić po ulicy
W porannym dezabilu, z fajką i w szlafmycy.

7.

Furda! Choć zadrżą białe duszyczki dewotek,
Świat nie runie, bo Atlas go trzyma, nie baba —
A zaś co do Heinego, to choć żądła plotek
Za życia go kąsały, jednak dusza słaba
Poety gorzej stokroć cierpiała po zgonie,
Kiedy Bóg ją za karę osadził... w Mironie.

8.

A mego brata w Febie niech to nie obraża,
Bo i większych od nich skarżę o to samo.
Rzadko dziś czysty kruszec spotykać się zdarza,
I najczęściej poety duch jest amalgamą:
Dowodem czarodziejska „Balladyny” lira,
Na której grał Słowacki — palcami Szekspira.