Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/195

Ta strona została skorygowana.


51.

Natura, książka ręką Boga zapisana,
Sprawiła, że się z życiem powszedniem pogodził,
I póty pił woń kwiatów, aż jednego rana,
Kiedy z ładną kuzynką po ogrodzie chodził,
I kiedy bukiet składać siedli na berżerce,
Dowiedział się zdziwiony, że ma w piersiach — serce.

52.

Z odkrycia tego romans wyrósł, jak grzyb z deszczu.
Kuzynka zapragnęła rozgrzać pierś odludka,
Lecz odludek, choć przeczuł z rozkosznego dreszczu
Miłość, nie zgadł, że władza jej, jak miraż krótka,
Znika, niezatrzymana czarem zalotności...
Jaśniej mówiąc, nie wiedział o „sztuce miłości”

53.

O sztuce, której Owid ułożył prawidła.
Ztąd zamęt. Panna bowiem, biorąc się namiętnie
Do rzeczy, na kuzynka zastawiła sidła,
A on (tak się jej zdało) przyjął obojętnie
Lep wdzięków... Biedny dzieciak nie pojmował zgoła,
Że ziemskiemi figlami łapie się anioła,