Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/207

Ta strona została skorygowana.


85.

„Pani! panno Konstancjo!..” jął mówić — lecz ona
Rzucając w piasek resztę girlandy liljowej
Przyskoczyła do niego, groźna, zapłoniona,
I syknęła, jak żmija: „Idź do prezesowej!”
A gdy chłopiec stał milcząc, martwy niby skała,
Rzekła jeszcze: „Wiem wszystko, bom wszystko widziała!”

86.

Otton zachwiał się, szepnął: „Kocham tylko ciebie!”
I na ławkę bez czucia padł i bez oddechu. —
Gdy się ocknął, już gwiazdy płonęły na niebie,
Gąszcz ponuro szumiała, i dwoił się w echu
Szyderski śmiech puszczyka... Rozejrzał się z trwogą,
Ale przy nim i za nim, nie było nikogo...

87.

Tak dziwnie się skończyła ta miłość dziecięca,
I tak samo też dziwnie kończy się ta powieść.
Kto chce, niechaj się nad nią lituje lub znęca;
Ja powiem, że nie chciałem niczego w niej dowieść,
Jeżeli zaś myśl jaka spoczywa tu na dnie,
Nie wskażę jej — czytelnik niech ją sam odgadnie...