Ta strona została przepisana.
Pierzchnęły wszystkie względy i trwoga —
Znów na kolanach u pieca!... —
A wtém wszedł Rotmistrz — i gość od proga
Dał krok, i sam się zaleca.
Syn towarzysza w niejednéj bitwie,
Co oto w liście zaklina,
Aby młodzieńca, obcego w Litwie,
Rotmistrz przygarnął jak syna.
I gdy staruszek rozczulon rzewnie,
Wspomniawszy młode swe lata,
Woła na córkę, i ręczy pewnie
Że go też przyjmie za brata:
Twarz ich obojga ogniem spłonęła —
Bo wzajem z swego spojrzenia,
On wdzięk jéj duszy — ona pojęła,
Że on jéj duszę ocenia.
I za lat parę, Nieba łaskawe
Dały im dożyć tej chwili,
Że jak mąż z żoną, razem już kawę
Dla starych ojców warzyli.
1854.