Strona:Poezye (Odyniec).djvu/130

Ta strona została przepisana.
TRZY WIŚNIE.




Onego czasu, śród uczniów swych grona,
Mistrz–mędrzec, wzorem greckiego Platona,
Chodząc po polu i wiodąc rozmowę,
Ujrzał na drodze złamaną podkowę.
Rzekł więc jednemu: „Podnieś!“ — Lecz ten w sobie
Pomyślał: „Co ja z tém żelaztwem zrobię?
„Nie warto trudu!“ — i do towarzyszy
Zwróciwszy oczy, udał że nie słyszy.
Mistrz się uśmiechnął — bo właśnie w tę porę
Wykładał świętą, prawdziwą pokorę —
Lecz nie rzekł słowa — i gdy ci mijali,
Sam się nachylił, podniósł — i szli daléj.
Przy drodze stała kuźnia. Mistrz wszedł do niéj,
I ukazując podkowę na dłoni,
Rzekł do kowala: „Daj wiele chcesz za to!“ —
Dał grosz. — Szli daléj — a było to lato
I skwar. — Spotkali niewiastę: szła z koszem
Wiśni do miasta. — Mistrz zaszedł jéj z groszem:
„Wiele za niego?“— Dała trzy jagody. —