Strona:Poezye (Odyniec).djvu/639

Ta strona została przepisana.
PRZESZKODY.

(Z KOERNERA).




Sami wiecie, jestem młody,
Krew gorąca bieży we mnie;
Kocham Józię, cud urody,
Ona mnie kocha wzajemnie.
Wiém to z twarzy, z ócz wyrazu.
Ale nié ma co winszować!
Dotąd jeszcze ani razu
Nie mogłem jéj pocałować.


I.


Raz jeszcze przed słońca wschodem,
Ujrzałem ją za ogrodem,
Jak śpiewając, z sierpem w ręku,
Szła do żniwa pomaleńku.
Przyskoczyłem śmiało, żwawo,
W pół objąłem ręką prawą;
Tak mi było
Słodko, miło,