Strona:Poezye (Odyniec).djvu/646

Ta strona została przepisana.

Co mi słota?, co mi burza?
Gromy zniósłbym sercem śmiałém.
Bo gdy oczki na deszcz zmruża,
Ja ją znów pocałowałem.


III.


Raz już o zachodnim chłódku,
Zastałem ją w jéj ogródku,
Jak w młodych rówiennie kole,
Gdzie cień łączą dwie topole,
Z kwiatów sobie strój układa,
Na dożynki do sąsiada.

O! jak piękna! Ja, co prawie
Codzień we śnie i na jawie
Tęskny wzrok jéj wdziękiem pieszczę:
Klnę się i duszą i ciałem,
Ani jéj tak ładną jeszcze,
Ni jéj równéj nie widziałem!...

Wtém ona z minką przyjemną:
„Nie prawdaż? wszak pójdziesz ze mną
Na dożynki do sąsiada?“ —
— „Bardzo chętnie.“ — „Jakżem rada!
Jakżem wdzięczna! Ale przecie
Musisz téż być przy bukiecie.
Wybierz więc dla siebie kwiatek.
Co chcesz? różę, narcyz, bratek?“ —
— „Co bądź.“ — „Cóż tak obojętnie?
Co chcesz?“ — „Różę.“ — „Bardzo chętnie!