Strona:Poezye Brunona hrabi Kicińskiego tom I.djvu/059

Ta strona została przepisana.

On nie należał do tego steku,
Gdzie fanatyzmu panuje szał,
Życie w usłudze ludzi dokonał,
Dla których Chrystus na krzyżu skonał.

Być jednéj szczęściem zrzekł się mąż święty,
Rodu całego szczęściem być chce;
Miłością ludzi cały przejęty,
Wszystkich uważał za dzieci swe;
Nad kobiét wdzięki żywsze ponęty,
Znajdował w cnocie; kto żył z nim, wie
że jego serce dla bliźnich stało,
Innych płomieni nigdy nie znało.

Ah! pomnę, pomnę! Tego widoku,
Także raz drugi nie dał mi świat,
I mógłbym wierzyć żem był w uroku.
Kapłaństwa Jego piędziesiąt lat,
Mijało wtedy. O dniu i roku
Każdy pamiętał, każdy był rad,
Dla dobroczyńcy i ojca swego,
Okazał hołdy serca szczérego.

Obywatele i lud Wołynia
Już się zebrali z najdalszych stron;
Niebo pogodą, blasku przyczynia,
Uroczystości hasło dał dzwon,

IC.