Strona:Poezye Józefa Bohdana Zaleskiego.djvu/116

Ta strona została uwierzytelniona.

Na téj jedwabnej ziół tkance,
Siądę przy tobie gdzie w dali,
I o naturze, kochance,
Będziemy sobie dumali.

Powiémy z jakiéj pobudki
Dzika pustynia nas łudzi:
I czemu, oba odludki,
Nie lubim blasku i ludzi.

Lecz ty tak piękny i świéży,
Moja cię lubi kochanka,
Od obu hołd jéj należy,
Zerwę, o zerwę do wianka.

Zerwę, posadzę we dzbanku,
Łzami mojemi upoję...
Dwójga kochanków kochanku,
Będziem cię pieścić oboje.

O co za rozkosz, wesele!
Widzę Rozynę swawolną...
Okiem pieszczoty podzielę,
Bo mi inaczéj nie wolno.
 
Tuli twarz do mnie milutką,
I pocałunkiem ogrzewa,
Ale ty żyjesz tak krótko,
A ona dobra i tkliwa.