Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/387

Ta strona została przepisana.

A na gładkiej, głębokiej niemnowej topieli
Czasem się biała płachta o zmroku zabieli...
Ci nie wierzą, ci wierzą — dziwny ród człowieczy!
Ktoś ci jeszcze odpowie: że to stare rzeczy.
Że z czasów, gdy Litwini byli jeszcze dzicy,
Jest to chusta grobowa Egli topielicy.
A wiącej próżno pytać o przeszłość nieznaną, —
Gdzieś ją, słyszę, w łacińskich książkach zapisano.
Chcesz się prawdy dowiedzieć ? — pytaj kronikarzy;
Resztę niech własna głowa, niech serce domarzy!


Borejkowszczyzna, 6 sierpnia 1854.







KĘS CHLEBA.

GAWĘDA Z PÓL NADNIEMEŃSKICH.



I.

Dziwno mi nieraz, gdy w myślach rozważę,
Jako skrybowie i pańscy pieśniarze,
Z silnemi pierśmi i z sercem ochoczem,
Skarżą się nieraz na brak żywej treści:
Że w pięknej Litwie śpiewać niema o czem,
Że im nie staje wątku do powieści.
O bracia moi! rówiennicy mili!
Za cóż swej matce bluźnicie zuchwali?
Czyście już całą przyrodę zgłębili?
Czyście już całą głąb duszy zbadali?
O! jeśli waszą unużyło lutnię
Łowić brzęk wiatru, co w zaroślach gwarzy,
Śpiewać Niebiosa zachmurzone smutnie,
Lub z Symonidem wtórzyć pieśń żniwiarzy,
Albo powtarzać szczebiotanie ptaszę,
I jęki nasze, i radości nasze, —
Jeśli już dla was nie nowa nauka
Słuchać, jak serce waszych braci puka, —
To weźcie wszystko przeglądać na nowo
Przez drobne szkiełko, co mikroskop zową.