Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/481

Ta strona została przepisana.

Zabiegłem w jego serce, przeznać duch człowieczy,
I widziałem tam pięknych, siła pięknych rzeczy!...
Kochałem go i dawniej: małeć to zasługi...
Och! gdybym drogtj życia przechodził raz drugi,
Tylkobym z ludem wiejskim zbratał się najściślej,
I jemu wszystkie pieśni, wszystkie oddał myśli:
Tam się serce odmładza, tam dusza korzysta;
Pieśń byłaby dźwięczniejsza, a myśl bardziej czysta.
Możni mi ją zbrudzili, uczeni, bogaci,
Zarazili mi serce niechęcią do braci...
Gdyby mnie otaczali wyrobnicy prości,
W dniachbym mego cierpienia nie bluźnił ludzkości,
Nie bluźnił Panu Bogu!!... Gromiąc błędy cudze,
Ani mi się marzyło o własnej zasłudze.
A pole do zasługi szerokie mi dano:
Całą drogę cierniową, krzyżami usłaną.
Gdzie przez ostre kamienie, pokrzywy i osty,
Przez Golgotę do Nieba prowadzi szlak prosty.
Chrystus szedł tym gościńcem, ale szedł inaczej;
Mnie dano krzyż — jam dźwigał, klnąc moich siepaczy!
Kląłem głośno — jak niegdyś modlił się Psalmista,
Przy dźwięku świętej harfy, co była tak czysta...
Gdy święcone jej struny skalał śmiech mój zimny,
Już przestała wydzwaniać modlitwy i hymny;
I duch mój obumierał, nie czując swej straty,
Stał się gorzki jak piołun, jak oset kolczaty...
Przyszła ciężka choroba i nędza złowroga,
I przykrzejsze od nędzy miłosierdzie wroga.
Chleb mój jadłem z popiołem, zwiądłem jako trawa,
Lecz modlić się z Dawidem nie miałem już prawa,
Po w dniach mojej boleści bluźniłem Jehowie...

VIII.

— Ej, panie Fabianie! — Wojciech mu odpowie —
Zbyt się brzydką rozpaczą unosisz w tym względzie.
Pan Bóg za twoje pieśni karać cię nie będzie,
Zgorszeniem się potomnych serca nie napoją:
Poczciwa chęć natchnęła każdą pieśnię twoją.