Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/210

Ta strona została uwierzytelniona.

dzin zamarłych? Próżno klękamy u wszystkich dawnych ołtarzy: ani na zakazanem drzewie Edenu, ani w marmurowych posągach Hellady, ani w strunach arfy Derwida, ani w łabędziej pieśni Lohengrina, ani w malowidłach Buonarottich, ani w płomieniach Deklaracyi Prawa — nigdzie nie wyczytaliśmy Prawdy nowego świata. Gdzie jest ów prorok, co nas do ziemi obiecanej zaprowadzi? Płyną dni za dniami, a wszystkie — niby strugi jesiennego deszczu — podobne do siebie. I losy nasze wciąż nie zmienione. Idźmy do świątyni, a jako możem, skarzmy się Bogu.


ŚWIĄTYNIA ATLANTYDY.


Ołtarz kamienny, przybrany wrzosem i paprocią. W górze wymalowane niebo, a na niem płoną gwiazdy wszystkich utopii, jakie się narodziły w myśli poetów i proroków. Przed ołtarzem ognisko, nad którem się unosi błękitno-złoty dym kadzidła. Aromaty płyną po powietrzu...


Arcykapłan. Bogu nieznanemu chwała wiekuista! Pokoleniom nieurodzonym, prawdom utajonym, potęgom niewidzialnym chwała! Duchom bolejącym, duchom czuwającym, duchom spragnionym jutra — chwała dziś i na wieki! A wy, zebrane tutaj dusze, wierne zorzom dni nieurodzonych — pokrzepcie się na duchu i wierzcie w słońce wschodzące! A kto ma skargi — niechaj się skarży!

(Występuje chór nędzarzy).

Arcykapłan. Pracownikom, którzy żelazo i przędzę kształtują — chwała niech będzie! Bo oni rękami swemi umniejszają pracę — i rozpowszechniają dobra ziemskie — a cierpienia ich będą policzone.
Chór. Ulituj się nad nami, o Panie! Na jelita nasze męczarnią rozpalone — na pulsa w omdleniu stygnące — ulituj się, o Panie! Na bezwładne znużeniem ramiona, na mózg nasz, co w zbydlęceniu głodowem wysycha —