Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/242

Ta strona została uwierzytelniona.
VII.


W ARKADYI.


Zielone wzgórze. Pająk nocy po dolinach, wzgórzach i pastwiskach przędzie swą sieć szarobłękitną i czarnozłotą. Śnieżnobiałe kozy i owce drzemią na łące. Gwiazdy płoną jak złote oczy na niebie. Sierp księżyca najżywszym blaskiem jaśnieje.
Królewicz-pasterz leży na wzgórzu uśpiony. Jakaś postać spływa po mgłach księżyca i ku pasterzowi się zbliża — Artemis.


Oto Endymion, mój wymarzony kochanek! Dziecię Arkadyi, dziecię przczystych[1] niebios Hellady — jakąż ma chmurę na uśpionem czole! Czyż to on, ów pasterz, którego nocą bogini nawiedzała? on, któremu wszystkie tajemnice same szeptały swe pieśni: tajemnica wiary i woli, tajemnica szczęścia i natury, tajemnica natchnienia i najwyższa tajemnica miłości? I w nim jest duch zwątpienia — i on zatracił drogę do Elizeum! Ale ja go odrodzę! Zbudź się, Endymionie!
Endymion. Któż-to budzi mię ze snu, jedynej niepamięci wszystkich trosk i wątpliwości?
Art. Jam jest. Ja ci troski rozpędzę, ja ci wątpliwości rozwieję. Z niepamięci cię zbudzę — ku świętym i czystym wspomnieniom.
End. Kto jesteś, dziewico?
Art. Pustelników pytałeś, gdzie czarodziejka, co ci wskrzesi serce zamarłe? Jam jest tą czarodziejką — ja ci odkryję tajemnicę miłości. Czy mnie nie poznajesz?...
End. Nie znam ciebie!

Art. Endymionie! Jam to jest Artemis, bogini ciemnic leśnych, która się nielicznym wybrańcom objawia.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – przeczystych.