Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/198

Ta strona została uwierzytelniona.

B O G O W I E

(Legenda z wysp Tonga)

           

Tabu-Hotua, matka osiwiała bogów,
Stała z uśmiechem szczęścia u niebieskich progów,
Patrząc na swoją dziatwę — na młodzież świetlaną,
Co rankiem się jutrzenką stroiła różaną,
A gwiazdy kładła złote wieczorem na skronie —
I radość panowała w pramacierzy łonie
Na widok ich igraszek — i tanów weselnych —
Ich przeczuć, tęsknot, pieśni i snów nieśmiertelnych.

A młodzież się w nieznane wyrywała światy:
Na tych słońcach dalekich jakie kwitną kwiaty?
Jaką rzeką przeznaczeń płynie droga mleczna?
Jaką jest tych błękitów granica odwieczna?
Czy tam może jest innych jakich bogów plemię?
I oto z wyżyn niebios spojrzeli na ziemię —
A w dali zieleniała niedawno stworzona
Ziemia, ujęta w srebrne dwojga mórz ramiona,
I kołysana pieśnią niewidzialnych chórów,
Niby mgła promieniała z nizinnych lazurów.

I mówili młodzieńce boscy i dziewice:
— Patrzcie, jakie tęczowe jaśnieją krynice