Strona:Przybłęda Boży.djvu/136

Ta strona została skorygowana.

się z uwertury do dramatu, dramatem samym w sobie. I ona nie miała się ostać.
Równocześnie z pierwszem ukończeniem opery rozpętał się dla jej autora długi okres udręk, zawodów, intryg i nieporozumień. Można powiedzieć, że biedny „Fidelio“, któremu z uporem wciąż narzucano pierwotny, a z dawniejszej przeszłości popularny tytuł „Leonory“, drogę swoją znaczył śladami stóp krwawiących.
Dnia 13 listopada 1805 roku armja francuska wkroczyła do Wiednia. Stolica opustoszała przed inwazją. Dwór, arystokracja, kwiat inteligencji i mecenasów opuścił mury Wiednia. Miasto ogołocone zostało z tych rzesz, na których zrozumienie i poparcie liczyć mogła nowa muzyka. Zapanował nastrój lęku, wyczekiwania i przygnębienia. Afisze teatralne zapowiedziały premjerę na środę, 20 listopada. Publiczność, mająca odczuć i ocenić dzieło ukazane pierwszy raz, zapełniła część teatru; była to publiczność niezwykła: żołnierze i oficerowie francuscy. Jaki był efekt, można sobie wyobrazić. Ale i prasa jednogłośnie wyraziła swoje rozczarowanie. Pisała: „Aplauz był bardzo nikły. W rzeczywistości trzeci akt jest bardzo rozwlekły, a muzyka bez efektu i pełna powtarzań“. — „Całość, rozpatrzona spokojnie i bez uprzedzeń, nie wybija się ani pomysłowością ani wykonaniem“. („Fidelio“ składał się w pierwszej redakcji z trzech aktów).
Operę powtórzono tylko jeszcze dwa razy. Autor, wzburzony do żywego i rozgoryczony odrzuceniem jego najrdzenniejszego wysiłku twórczego, wycofał partyturę, zdecydowany na zamknięcie jej w biurku raz na zawsze. Po nowem zderzeniu się z murem opinji zrejterował, klnący i zbolały.
Nie pogrzebali jednak dzieła w zacnych duszach jego przyjaciele. Ich to spisek ściągnął zgryzionego