Strona:Pułkownikówna Tom 1 (Kraszewski).djvu/25

Ta strona została skorygowana.

w bawialni, bo tu przysiadłszy na chwilę, wnet przez kogoś wywołaną bywała.
Matka kochała swą jedynaczkę aż do szaleństwa, rozpływała się nad jéj rządnością, rozumem i doskonałościami, a nawet pięknością, którą Agatka nieco zaniedbywała i lekceważyła.
Byłoby jéj dobrze w gościnnym domu pułkownikowéj, gdyby nie trapiąca ją obawa, że ztąd, dopóki Tekla była na wydaniu, pisarzówna nie miała żadnéj nadziei wyjść za mąż.
Wszyscy wielcy i mali, palili ofiary przed tą zachwycającą pięknością któréj wdziękowi oprzéć się nie było podobna.
Spytacie może, co się kryło u panny Tekli pod tą jaśniejącą pięknością bogini? Odpowiedź na to trudna. Wielka i nadzwyczajna piękność z konieczności na charakter oddziaływać musi. Ten kogo wielbią wszyscy, kto słyszy w koło siebie zachwyty, jest przedmiotem nieustannych admiracyj, w końcu musi wierzyć temu iż czemś wyjątkowem Bóg go stworzył i że mu się to należy co odbiera.
Pułkownikównie dał Bóg serce dobre i wrażliwe, główkę bardzo otwartą, ale te dymy kadzideł upajały ją trochę. Podobali się jéj niektórzy z adoratorów, osobliwie ci co mieli w sobie coś pańskiego i dystyngowanego, czasem coś w piersi zadrgało, westchnęła za kimś, zadumała się — lecz nikt dotąd serca jéj całego nie pochwycił.
Przyjmowała wszystkich uprzejmie, była grze-