Strona:Puszkin Mickiewicz Falconet (Brückner).djvu/002

Ta strona została uwierzytelniona.

ogłoszenie ich bez jego przyzwolenia szczytem niedyskrecji, czy nie zakrawałoby to na rodzaj donosu poetycznego? Puszkin, który się własnych rzeczy i przed rządem wypierał, np. owej niecnej Gabrielady, miałby wprawdzie drogę gładką; wystarczyłoby powiedzieć, nigdym nie stał z M. pod jednym płaszczem; mimo to były jednak uwagi poety w czasy Mikołajowe tego rodzaju, że go kompromitowały stanowczo, gdyby je był wypowiedział. Że stawał z M. wobec pomnika, wiemy od Wiaziemskiego, który był przy tym obecny, ale tenoru uwag nie wypisał.
Zajęty pamiętnikami T. T. Jeża, spotkałem się z uwagą bystrą, czy też cała ta scena nie jest zwykłą fikcją poetycką, więc niewiele znaczącą. To mi trafiło do przekonania i uważam cały spór o osobę owego poety północy za nieistniejący w rzeczywistości. Są to więc własne uwagi Mickiewicza, zyskujące niezmiernie przez to, że je włożył w usta rosyjskie, nie w polskie. Dalej należało je wstawić w jakieś ramki i tak powstała scena, prawdopodobna do pewnej miary. Po owej dotkliwej a jawnej napaści, jakiej się Mickiewicz w wierszu wstępnym wobec obu poetów, Żukowskiego i Puszkina, dopuścił, należało dopełnić obrazu poety, który nie tylko lżył pokonanego wroga, ale żywił i szlachetniejsze uczucia i dał im wyraz w porównaniu obu pomników i wróżbie fatalnej o przyszłym losie Piotrowego. Czy tę wróżbę podpisałby Puszkin bez ważnego zastrzeżenia, to przy jego wahającej się ocenie Piotra W. inne pytanie. Domysł T. T. Jeża, bardzo zresztą w ocenie poetów wstrzemięźliwego, wydaje mi się przekonywującym, bo usuwa wszelkie wątpliwości. Żaden liberał rosyjski, choćby dekabrysta, ani na chwilę nie myślał o cofnięciu czy niweczeniu dzieła Piotrowego, więc i Puszkina na to by nie stało, ale Polak mógł to życzyć i wróżyć. Tak mi się teraz rzecz przedstawia.