Strona:Robert Ludwik Stevenson - Porwany za młodu.djvu/162

Ta strona została skorygowana.

cach nito nieprzydatny gałgan; niektórzy porobili sobie coś w rodzaju pledu z małemi różnobarwnemi pasemkami pozszywanemi jak kołdra starej baby; inni znów nosili jeszcze szkocki philabeg[1], jednakowoż zapomocą przyszycia paru skrawków sukna pomiędzy nogami przerobili go na spodnie, w rodzaju tych jakie noszą Holendrzy. Wszystkie te wybiegi były karane, gdyż prawo stosowano z całą surowością, w nadziei przełamania zawziętości klanów; ale na tej ustronnej, śródmorskiej wyspie mało było takich, którzyby za to czynili komu wymówki, a jeszcze mniej takich którzyby donosili o tem władzy.
Znać tu było wielką nędzę, co było zupełnie zrozumiałe wobec panujących grabieży i wobec ukrócenia władzy naczelników. Wszystkie drogi (nawet taka ścieża śródpolna, po jakiej ja szedłem) roiły się od żebraków. I znowuż tu zauważyłem różnicę między tym krajem a moją okolicą. Nasi, dólscy, żebracy mają zwyczaj czapkować, kłaniać się i przypochlebiać, a jeżeli dasz im pieniądz i zażądasz reszty, oddadzą ci nader grzecznie tyle, ile się należy. Natomiast żebracy szkoccy wszędy okazują swą wyniosłość, gdy proszą o jałmużnę, to tylko na kupienie tabaki (tak przynajmniej opowiadają) i nigdy nie oddają reszty.
Oczywiście nie obchodziło mnie to wcale, co najwyżej nieco zabawiało w drodze. Co niewielu ludzi, których spotykałem, umiało mówić po angielsku a i ci nieliczni — o ile nie należeli do braci żebrzącej — niezbyt się kwapili używać tego języka na moje usługi. Wiedziałem, że celem mej podroży jest Torosay, więc powtarzałem im tę nazwę, wskazując na

  1. Spódniczka, jaką noszą górale szkoccy.
144