Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/246

Ta strona została przepisana.

Czynię wszystko z miłości, ale przymus mnie zabija, sama myśl o przymusie doprowadzałaby mnie do buntu. Nie, unja dwu istot nie powinna byś wzajemnem okuwaniem się w kajdany. Winna być podobna do podwójnego kwiatu. Radabym by każdy, miast zazdrościć drugiemu swobodnego rozwoju, czuł się szczęśliwym, że mu może dopomóc. Czyż podobnie myślisz, Rogerze? Czy byłbyś w stanie kochać mnie aż tak bardzo, by zdołać kochać wolną, wolną od ciebie?
(Myślała: — Będę wówczas stokroć więcej twoją!)...
Słuchał jej Roger zatroskany, zdenerwowany, a nawet poniekąd dotknięty. Tak musiał rzecz brać każdy mężczyzna, a Anetka winna się była zdobyć na więcej zręczności. Ogarnięta szczerością i obawą, by go nie oszukiwać, dała się unieść przesadzie i wypowiedziała to właśnie, co mogło w jej myślach razić. Ale silniejsza miłość, niźli Rogera, byłaby się domyśliła stanu rzeczy. Roger, podrażniony w miłości własnej, wahał się pomiędzy dwoma uczuciami. Skłonny był nie brać na serjo tego kobiecego kaprysu, z drugiej zaś strony rozgniewał go ów otwarty bunt moralny. Nie dostrzegł, że apeluje pełna wzruszenia do jego serca, a zauważył tylko rodzaj skrytej pogróżki, oraz zamachu na swe prawo własności.

234