Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/111

Ta strona została przepisana.

NAPISAŁA Anetce, że epidemja rozpędziła pensjonarjuszy liceum i że zabiera siostrzeńca do siebie. Napoły tylko uspokojona tą opieką, Anetka wymknęła się ze swej prowincji z soboty na niedzielę, by zobaczyć, co robi syn pod dachem siostry. Sylwja wiedziała dobrze, co znaczy ta wizyta. Nie łudziła się zgoła, by Anetka nie żywiła wątpliwości co do jej uzdolnień wychowywania i kierowania młodzikiem. Ale tak szczerze wyznała swe winy dotychczasowe i z takim naciskiem podkreśliła swą odpowiedzialność, że to uspokoiło Anetkę. Długo rozmawiały o Leopoldzie, wywnętrzały się przed sobą, a melancholja tych wspólnych wspomnień zbliżyła je tak, jak to nie miało miejsca już od lat całych.
Anetka nie mogła uspokoić się w ten sam sposób widokiem syna. Wyglądał tak źle, że ją to przerażało. Ale Sylwja zaręczyła, że w ciągu kwartału doprowadzi go do porządku. Nie było mowy o jakiejś serdeczności ze strony chłopca. Przybierał wobec matki minę hardą. Sylwja odwiodła siostrę na bok, prosząc, by nie nalegała. Miała już dość kłopotu, zanim skłoniła Marka, by nie uciekł z domu na niedzielę i widział się z matką. Wymusiła na nim, że zachowane zostaną przynajmniej pozory. Reszta nastąpi później... Instynkt mówił jej, że należy uszanować pewne zacietrzewienia dzieci. Była to bolączka, którą podjęła się uleczyć, pod warunkiem jednak, by na to nie zwracać uwagi. Anetka była zbyt namiętna, by zrozumieć praktyczny spryt siostry, a Sylwja nie liczyła na to wcale. Uważała siostrę także za istotę okaleczałą, potrzebującą pielęgnacji. Ale tego podjąć się już nie mogła. Sama Anetka musiała być lekarzem własnym. Wszystko, co leżało w mocy Sylwji, polegało narazie na tem, by stosunek matki do syna nie zaostrzył się przynajmniej.
Anetka zdecydowała się na zaprzestanie badania przy-

93