Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/135

Ta strona została przepisana.

damy z towarzystwa. Nieszczęśni przybysze zatrzymali się na chwilę. Ale nadchodzący od tyłu zmusili ich, by szli dalej. Posuwali się tedy, przerażeni, pewni, że za chwilę zostaną wymordowani. Zaczęły latać kamienie. Tłum najeżył się laskami i parasolami. Padały okrzyki złowróżbne, rozbrzmiewało gwizdanie. Skierowane było to wszystko, oczywiście, głównie przeciwko oficerowi. Ktoś mu dał pięścią w bok, ręka czyjaś zdarła mu z głowy czapkę i rzuciła na ziemię, wrzeszcząca kobieta napluła mu w twarz. Oficer zachwiał się na nogach.
Anetkę pchnęło naprzód...
Stała oddzielona trzema rzędami gapiów, patrząc z przerażeniem. Niczego nie przewidziała, nie chciała nic uczynić. Zbrakło jej nawet czasu na uświadomienie... Z pochyloną głową wparła się w tłum rozpychających, zawadzających, i utorowała sobie przejście. Zapoznali się niektórzy z tem, co znaczy pięść Rivière’ów, a także słowa... Dopadłszy niemieckiego oficera, obróciła się do tłumu i wykrzyknęła, wznosząc rękę:
— Nikczemnicy! Zaliż jesteście Francuzami?
Dwa te wykrzykniki wywołały skutek dwu smagnięć biczem.
Ona zaś mówiła dalej jednym tchem:
— Czy jesteście ludźmi? Każdy ranny to rzecz święta! Wszyscy cierpiący są braćmi!
Zapanowała nad tłumem głosem i gestem. Śmiałe jej spojrzenia miotały gromy, trafiając niechybnie w najbliższych. Zaczęto się cofać z pomrukiem. Anetka podniosła czapkę oficera. Ten moment był dostateczny, by zerwać kontakt z otoczeniem. Niezdecydowany dotąd motłoch skupił się, by ją wziąć za gardło... Nagle podeszła do Anetki młoda dama w kostjumie, „Czerwonego Krzyża“ i powiedziała głośno i stanowczo:

117