Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/166

Ta strona została przepisana.

jasny i określony. Można to było, od pierwszego wejrzenia odcyfrować na jej twarzy, o rysach stanowczych, dobrze wykreślonych, jednem pociągnięciem, bez zarzutu. Nos cienki, długi, prosty był niepokalanie, czoło krągłe, bez zmarszczek, a włosy upięte bez śladu nieporządku, odsłaniały uszy i skronie. Brwi wąskie, łukowate, oczy bystre. Usta małe, wąska bramka, która czeka, zda się, by ją zamknięto. Podbródek tłusty, ale jędrny, każda linja twarzy prosta i jasna, świadczyła o woli. Napisane było na niej od stóp do głowy: — Dyskusja daremna! — Zresztą grzeczna była i zawsze pełna rezerwy. Trudno się było łudzić nadzieją rozgniewania jej! Miała bezwzględną pewność siebie. Przypominała mur, któż zaś dyskutuje z murem? Trzeba zawrócić, gdyż ogranicza i zamyka, to rola jego. A to co zamyka, nie jest dla ciebie... dominjum prywatne, posiadłość. Oni w obrębie muru, ty zaś na zewnątrz.
Obręb murów mieścił przedewszystkiem rodzinę Seigy-Chavannes, następnie miasto, potem prowincję i Francję. Z tego wszystkiego, wojna uczyniła jeden spoisty blok pod nazwą: ojczyzna. Ale Seigy’owie tkwili w samym środku. Była ona prezydentką lokalnej organizacji „Kobiet Francji“ i uważała się za uprawnioną do wyrokowania imieniem wszystkich kobiet. Kto zaś we Francji powiada:... kobieta... powiada tyle co:... dom!... Pani de Seigy-Chavannes nie była feministką, podobnie jak i większość Francuzek, które, mając władzę faktyczną, nie potrzebują prawa, owych kul dla chromego przydatnych. Pani Seigy-Charannes wzięła na siebie odpowiedzialność za wszystkich mężczyzn w domu. Zadowolili ją w pełni. Jeden poległ (de Mareuil), drugi był ciężko ranny (brat), mąż zaś, komendant artylerji, trwał od pół roku już mężnie wśród hura

148