Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/172

Ta strona została przepisana.

Odtąd na życzenie Hermana czytywała listy obu, tak że fala miłości płynęła przez nią, ona zaś zabarwiała ją swoistym blaskiem płomienia. Każdy z nich kochał za siebie tylko, ona zaś za obu i za siebie. Była drzewem, na którem spotykały się dwa ptaki.
Wśród listowia słuchała śpiewu gorejącej przyjaźni. Pieśń ta była nowa, niebo jakieś młodsze, w których nurzała konary. Znikł wiek, znikła wojna.
Duet dziwny, przecudny! Zamykała oczy, by lepiej słyszeć i zaraz wydawało jej się, że jeden był głosem młodej dziewczyny, drugi głosem kobiety, matki. Matka wyciągała ramiona, córka padała w nie.
Pierwsza pieśń Franza była rozkosznie szalona. Nakoniec wybawienie! Dusił się od trzech lat w ciżbie wstrętnej dusz i ciał. Posiadał wybitnie arystokratyczne poczucie wstrętu... Nie być nigdy sam... najstraszniejsza to samotność!... Zatraca się ja swoje. Nie miał natomiast ludzkości rozlewnej dusz zbyt bogatych, które nadmiar rozdają wokół... mniejsza, czy przepadnie, czy nie... Pij, trzódko, pij lub brodź w tem! Jeśli nie ty, ziemia wypije... Bał się dzielić wizji życia z tymi, których oczy nie były zdolne jej odzwierciedlać. Z drugiej strony brak mu było wspaniałej pełni wielkich artystów-samotników, starczących sobie samym... Bądź światem. Był chłopcem wrażliwym, dwudziesto-siedmioletnim, pozostał młodzieńcem żądnym wywnętrzać się sercu silniejszemu aż do dna. Strumyk zbyt nikły, by zdążyć do ujścia, szuka rzeki miłości, by go poniosła. Oddaje się przez egoizm. Bowiem być wzięty, znaczy wziąć. To znaczy napełnić swą falą duszę, która za nas żłobi dolinę. Odnalazł ją. Radował się.
Na krótko... Po dniach kilku wyczerpała się radość, a niecierpliwe serce czuło jeno rozłąkę. Krzyczał z pra-

154