Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/185

Ta strona została przepisana.

W chwili rozstania dopiero zauważył, że dotąd nie puścił jej rąk. Spojrzał na nie, potem na swoje i rzekł:
— Te ręce go dotykały...
Zbliżył twarz do dłoni i wdychiwał woń jej rąk.

∗             ∗

BARDZO rychło przekonała się, że Franz niezdolny jest do powzięcia jakiegoś planu działania praktycznego. Nie brakło mu odwagi, przeciwnie, gotów był ryzykować wszystko, do tego stopnia, że trzeba go było powstrzymywać od szaleństw, zabójczych dla sprawy. Na pierwszą wzmiankę o ucieczce rozgorzał taką popędliwością, że ucięła w pół zdania, zachowując dla siebie pomysły. Musiała wszystko przysposobić bez niego, a dopiero w ostatniej chwili powiedzieć, co ma uczynić. I to było wątpliwe, czy coś wogóle uczyni na własną rękę. Trzeba go było prowadzić krok za krokiem. Szanse, słabe dotąd, spadły do zera niemal. Mimo to Anetka nie zrezygnowała, czując się niewolnicą zobowiązania, i ogarnęła ją taka namiętność przyjaźni, że pod wpływem tych dwu prądów była niby wysepka u spływu dwu rzek. Wysepka trwa w bezruchu, ale ją otacza krąg wiru, tak, że zda się obracać sama. Nie wrażliwa na ten ruch, nie doznała zawrotu.

Egzaltacja umysłów obu przyjaciół pozbawiła ich kontaktu z rzeczywistością. Był to zakon rycerski, stworzony przez duszę namiętną, skierowany przeciw światu negującemu go, pod wrażeniem wyjątkowego buntu, przeciw wyjątkowej opresji. Rycerski ten zakon miał u starszego i silniejszego charakter bohaterski. Herman bronił słabszego, ogarnionego zamętem, a padając, przeniósł nań całe przywiązanie do życia, jakie mu pozostało. Młodszy,

167