Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/254

Ta strona została przepisana.

zespół obojętności. Najniebezpieczniejszym był dla oskarżonych, którymi się interesował.
A właśnie zaciekawił go wielce Pitan i był mu sympatyczny. Wiódł z nim kilka razy długie, uprzejme rozmowy, szukając w nich konopi dla ukręcenia nań stryczka. Ale stryczek ten był bardzo cienki. Przyznał to dobroduszmie, a jednocześnie z żalem. Mały przemytnik miał minę łagodną, pełną zachwytu, niewinną i zgoła bezinteresowną. Mówił chętnie, szczęśliwy, że może rozwijać swe pełne serdeczności chimery, był wdzięczny za to, że go ktoś słucha, a stryczka czekał z dyskretnem rozradowaniem, niby pies o błyszczących oczach, zerkający ku kawałkowi cukru. Natomiast niesposób było wydusić zeń nazwiska jednego. bodaj wspólnika, ani też szczegółu zarzuconej mu zbrodni. Z wrodzonego upodobania, czy może przez chytrość naiwną, a bystrą przechodził nieustannie z odpowiadania w dysertację. Nie przywiązywał żadnej wagi do faktów, natomiast wielce był zamiłowany w idejach.
Sędzia pokazał Marcelowi listy, pisane przez Pitana z więzienia do pewnego młodego przyjaciela, i listy tegoż przyjaciela, nazwiskiem Marek Rivière. Franck przeżył gorącą chwilę. Czyżby ten smarkacz sam zapalił lont? Z tymi Rivièr’eami można było wpaść na całego!... Ale uspokoił się, gdy sędzia zaczął mu czytać melodyjnym głosem ustępy listów, pisanych pięknym stylem lirycznym, przypominającym raz poraz młodego Szylera, Flauberta, Rousseau’a i Rimbauda. Pitan ze swej strony wzorował się jednocześnie na Saint-Pierze i Edgarze Quinet. Młodzieniec odnosił się do starca z egzaltowaną serdecznością, wyraził wzgardę dla nadużywania siły i gorące pragnienie dzielenia losu sprawiedliwych. Starzec usiłował po ojcowsku uspakajać go i zaręczał, że jest przepojony spokojem, bowiem więzienie, to idealne