Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/304

Ta strona została przepisana.

chociaż jesteś już i bez tego bardzo daleko ode mnie! Mimo wszystko jednak, nawet narażając się na wzgardę twoją, muszę ci to powiedzieć kiedyś, bowiem inaczej musiałbym sobą wzgardzić bardziej jeszcze. Opowiem, później... kiedyś. Na dziś dość. Dosyć ci dałem dzisiaj... Całuję cię, przyjaciółko moja“.

Ten ton miłosny, a władczy, owładnął Anetką, zaniepokoił ją i zniewolił. W listach następnych była ta sama powściągnięta gwałtowność. Nie mógł się zdobyć na powiedzenie tego, co mu najbardziej ciężyło. Powtarzał w każdym liście:

„Może dziś?... Nie, jeszcze nie mogę. Nie mogę, stanowczo! Muszę zapomnieć, że jesteś kobietą, mój przyjacielu... Czy chcesz, czy możesz zostać przyjacielem moim? Przecież, mimo wszystko, jesteś kobietą, a ja nie mam zaufania do kobiet. Nie cenię ich wysoko. Przebacz! To ciebie nie tyczy. Oddawna już ciebie to nie tyczy. Aż do zeszłego roku zaliczałem cię do innych. Przywiązany byłem do ciebie (nie okazując tego zresztą), ale nie miałem zaufania. Teraz jest inaczej. Dużo się zmieniło, dużo widziałem, nauczyłem się, odgadłem, jak sądzę. Zarówno odnośnie do ciebie, jak do mnie i innych... Widzisz, nauczyłem się dużo, za dużo nawet!... A wśród tego jest mnóstwo rzeczy nie pięknych i takich, które mi uczyniły źle. Ale powiadam sobie, że lepiej je znać, gdyż są prawdziwe. Świat jest brzydki. Nie szanuję kobiet, gardzę niemi nawet. Gardzę również mężczyznami i samym sobą. Ale ciebie szanuję, od kiedy się nauczyłem widzieć cię. Dowiedziałem się o tobie rzeczy, których nie powiedziałaś mi (jakże mało powiedziałaś mi wogóle), a które wiem od ciotki. Znam także rzeczy inne, nie uzyskane od ciotki,

286