Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/59

Ta strona została przepisana.

to w każdym razie nie dziwi to zjawisko. Czuwa w milczeniu, smutku, dumie, czy politowaniu, by młody samiec przebył próbę konieczną, która zrywa więzy i oddziela go definitywnie od ciała matki. Ale chwila ta, która w czasach pokoju może brzmieć, jak dzwony na Anioł Pański, w ciszy południa wiejskiego, jakiegoś tętniącego miłością kwietnia, nadchodziła z warkotem bębnów burzy, ogarniającej rozszalałe narody.
Pewnego wieczoru, znużona pracą i bieganiną całodzienną, usiadła Anetka na ławce Ogrodu Luksemburskiego. Marek przechodził właśnie opodal wraz z kolegami licealnymi. Przystanęli pośrodku alei i zaczęli dysputę. Kępa drzew dzieliła ich od ławki, tak, że niedostrzeżona mogła słuchać. Wyróżniła zaraz namiętny i szyderczy głos syna, który wielbił niedaleką przyszłość, kiedyto weźmie się Bochom dwoje oczu za jedno, a za jeden ząb całą paszczękę. Ci smarkacze węszyli zdala fetę, z potu i krwi wypatroszonego zwierzęcia, grali rolę ludzi mocnych, bez niepotrzebnych skrupułów i słabostek. Marek, fanfaron zbrodni, mówił:
— Niemcy gwałcili, dławili, palili i mieli rację! My zrobimy to lepiej jeszcze! Wojna wojną! Użyjemy sobie. Oczywiście w dziennikach będziemy pisać dla idjotów, o ideałach cywilizacji.
Potakiwano mu, on zaś był dumny z sukcesu. Gadał i gadał bez końca o kobietach i dziewczętach, które będzie zapładniał... (tego istotnie szkoda)... szlachetnem nasieniem francuskiem!... Ci sprośnicy nie wiedzieli co mówią. Byli niemal mężczyznami. Mężczyźni także nie zdają sobie sprawy ze zła jakie czynią. Ale czynią tak.
Anetka doznała wrażenia, że ją ktoś policzkuje. Obelga, jaka padła z roześmianych ust tego wyrostka trafiła ją w serce... w brzuch... Feri ventrem!... 41

41