Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/61

Ta strona została przepisana.

Chłopiec odparł z przekorą:
— Wszyscy to czynią!
— Za to się umiera!
— Ach, zapomniałem, że w twoich czasach delektowano się tem. Proszę o przebaczenie.
— Nie przebaczam! — zawołała Anetka, coraz to bardziej zaperzona. — Przestań ironizować.
— Jest to mój sposób traktowania rzeczy serjo! — odrzucił.
Miał w kątach ust uśmiech złośliwy i złe spojrzenie oczu. Po chwili dodał z naciskiem:
— Zaznaczam, że składam właśnie hołd... tym rzeczom.
— Tego właśnie przebaczyć nie mogę! — odparła — Te rzeczy, ich Bóg, ich wiara... ach nie wierzę w to wszystko na nieszczęście. Ale szanuję tych, którzy wierzą w nie. I gdy widzę, że chytrzą i szachrują niemi, nie mając nawet tej wiary, gotowa jestem bronić jej. Cierpię za nią.
Marek powiedział:
— Masz widać nadmiar czasu. Praktyczniej jest posługiwać się tą wiarą. Jest to równie skuteczna siła, jak głupota ludzka. Używajmyż jej tedy! Posługujmyż się nią. Wszystko musi służyć zwycięstwu! Mam prawo posługiwać się tem właśnie, gdyż... nie wierzę!
Anetka pochyliła czoło i zbliżyła się, wpijając oczy w syna:
— Nie zmuszaj mnie, bym tobą gardzić musiała!
Stanęła tak z opuszczoną głową. Była to dawna Anetka, Junona — jałowica, gotowa do skoku. Nozdrza jej drżały. Powiedziała twardo:
— Dużo znieść mogę, siedem grzechów głównych, występki, a nawet okrucieństwo. Jednej atoli rzeczy nie przebaczam... obłudy. Igrać z wiarą, której się

43