Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu/62

Ta strona została przepisana.

nie ma, kłamać wobec siebiei ideji, być Tartufem wiary... O, zaprawdę, lepiej się było nie rodzić! W dniu w którymbym spostrzegła, że się aż tak poniżyłeś, otrząsłabym cię, jak błoto trzewików moich. Będąc nawet szkaradnym, nikczemnym, bądź prawdziwym! Wolę cię nienawidzić, niż gardzić tobą.
Marek milczał, spłoszony. Oboje drżeli od wzburzenia. Twarde słowa sprowadziły wypieki na ich policzki. Chłopiec chciał odpowiedzieć, chłostać ze swej strony, ale tchu mu brakło. Nie był przysposobiony na tę burzę. Matka i syn patrzyli na siebie wrogo. Po chwili jednak Marek osłabł, mimowoli i spuścił powieki, by ukryć łzy wściekłości. Próbował szydzić, napinał wszystkie siły, by nie dostrzegła słabości jego. Wyszła spiesznie. On zazgrzytał zębami. Byłby ją zabił!...
Słowa te były jakby piętnem rozpalonego żelaza. Zaledwo wyszła z pokoju pożałowała Anetka swej gwałtowności. Miała przekonanie, że mimo wszystko panowała nad sobą. Ale od kilku miesięcy burza gromadziła się w niej i czuła, że nie jest to wybuch ostatni. Słowa wyrzeczone, uznała teraz za wstrętne. Brutalność ich wstydziła ją, taksamo niemal, jak jego. Spróbowała uzyskać jego przebaczenie. Gdy się znaleźli razem, była serdeczna, czuła nawet, jakby wszystko poszło w niepamięć.
Ale on nie zapomniał. Trzymał ją zdala. Czuł się obrażonym. Celem zemsty, wiedząc że chce, by był szczery, mówił i czynił wszystko co ją mogło ranić.
— (Ach! Lubisz okrucieństwo?...)
Rozkładał po stołach listy lub notatki przeznaczone do swego Journalu“ zawierające rzeczy straszne z wojny, haniebne wieści o nieprzyjacielu i mówił o tem w sposób wprost wyzywający. Śledził wrażenie na twarzy matki. Anetka cierpiała, spostrzegłszy grę jego,

44