Strona:Rudyard Kipling - Światło które zagasło.djvu/179

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ IX.

„Jeżeli wziąszy zwyczajną glinę,
Zdołałem zlepić posąg bożyszcza
Z tej bryły ziemi dłońmi zręcznemi —
Większą to dla mnie cześć ziszcza.“

„Jeżeli wziąłeś zwyczajną glinę
I jeśliś przytem rąk nie oczyścił
Z ziemskiej zakały, — toś za zysk cały
Wstyd większy jedynie ziścił.“
(Dwaj garncarze.)

Przez resztę tygodnia Dick nic zgoła nie robił. Potem znów przyszła niedziela. Oczekiwał jej zawsze z tęsknotą i bojaźnią, ale odkąd rudowłosa pannica naszkicowała jego portret, obawa niemal zaczęła brać górę nad tęsknotą.
Przekonał się, że Maisie puściła całkiem w niepamięć jego rady co do wprawiania się w rysunku. Zaczęła znów partaczyć na dobre, nabiwszy sobie znów w głowę ćwieka jakąś „główką fantazyjną.“ Dick musiał użyć niemałego wysiłku, by opanować wzburzenie.
— I na cóż się przyda udzielanie rad? — rzekł uszczypliwie.
— Ależ to będzie obraz... prawdziwy obraz; jestem pewna, że Kami pozwoli mi wystawić go w Salonie. Czy masz co przeciwko temu?
— Chyba nie... ale nie zdążysz wykończyć go przed otwarciem wystawy.
Maisie zawahała się na chwilę, ba, nawet zrobiło się jej nieswojo.