Strona:Rudyard Kipling - Światło które zagasło.djvu/21

Ta strona została skorygowana.
ROZDZIAŁ I.

Gdy burza minęła, my dalejże w radę
I wszystko ułożym jak z płatka:
Więc ja, moi drodzy, zostałem w stodole,
Bo miałem dopiero trzy latka,
A Tadzik chciał pobiec pod tęczy podnóże
Pięć lat miał i nie był już chłystkiem...
I tak, moi mili, się wszystko zaczęło
I tak było dalej z tem wszystkiem.
(Powiastki o dużej stodole).


Jak sądzisz, coby zrobiła ona, gdyby nas tu przyłapała? Wiesz, że nam tego mieć nie wolno, — mówiła Maisie.
— Wybiłaby mnie, a ciebie za karę zamknęłaby w sypialni — odrzekł bez namysłu Dick. — Czy dostałaś naboje?
— Tak, mam je w kieszeni, ale okropnie mi tam chrobocą. Czy kulki rewolwerowe mogą same wystrzelić?
— Nie wiem. Jeżeli się boisz, weź ode mnie rewolwer, a naboje ja poniosę.
— Ja się nie boję.
To rzekłszy, Maisie ruszyła naprzód raźnym krokiem, trzymając rękę w kieszeni i zadarłszy nos do góry. Dick szedł za nią, niosąc mały rewolwer iglicowy.
Dzieci niedawno zrobiły odkrycie, że życie ich byłoby nieznośne bez ćwiczenia się w strzelaniu. Po wielu namysłach, po odmówieniu sobie wielu przyjemności, Dick zdołał zaoszczędzić siedem szylingów i sześć pensów — tyle, ile wynosiła cena lichego rewolweru belgijskiej