Strona:Rudyard Kipling - Światło które zagasło.djvu/276

Ta strona została przepisana.

urządzenia sobie majówki na murawie Green Parku, wraz z całą rodziną i z kilkoma papierowemi torbami nabitemi jedzeniem.
— Idźmy ku rzece — odrzekł Dick.
Ruszyli przeto wdłuż rzeki, a szum jej pobrzmiewał w uszach Dicka, póki nie doszli do mostu Dominikańskiego; stąd posuwać się poczęli wprost na Waterloo Road. Pan Beeton przez cały czas tego pochodu opowiada, o wszystkich, pięknościach, napotykanych po drodzeł
— A jeżeli się nie mylę grubo, — ozwał się naraz, — to po drugiej stronie chodnika idzie ta młoda kobieta, co to przychodziła do pana na malowanie. Doprawdy, ja nigdy nie zapominam niczyjej twarzy, ale też nigdy nie pamiętani niczyjego nazwiska, chyba moich lokatorów, którzy mi płacą regularnie komorne.
— Zatrzymaj ją pan — zawołał Dick. — To Bessie Broke. Powiedz jej, że chciałbym z nią pomówić. Drałuj, człowiecze!
Pan Beeton przeszedł naukos ulicę, przemykając się tuż przed pędzącemi omnibusami, i zatrzymał Bessie, idącą ku północnej stronie. Rozpoznała w nim owego dostojnika, który zwykł był jej się przypatrywać, gdy szła po schodach do mieszkania Dicka. Pierwszym więc teraz jej odruchem była myśl o ucieczce.
— Czy pani nie była modelką pana Heldara? — zagadnął pan Beeton, stając przed nią jak wryty. — Tak jest, to pani. On tam stoi po drugiej stronie ulicy i chciałby się z panią widzieć.
— Dlaczego? — ozwała się Bessie słabym głosem. — Przypomniała sobie (zresztą nigdy nie wyszło jej to na długo z pamięci) pewno zdarzenie, związane ze świeżo wykończonym obrazem.