Strona:Rudyard Kipling - Światło które zagasło.djvu/308

Ta strona została przepisana.

— I dokądże to? Na Kanale jest pełno okrętów angielskich. Czasem tłuką z armat, jak to bywało dziesięć lat temu... kiedy tutaj toczyła się wojna. Za Kairem jest rżniętka niemała, ale jakże się tam dostaniesz bez paszportu korespondenta? Na pustyni stale wre walka, ale przedostać się tam również niepodobna — odrzekła madame.
— Muszę jechać do Suakin.
Dzięki odczytom Alfa Dick wiedział, że Torpenhow zatrudniony był przy kolumnie, która osłaniała budowę linji kolejowej Suakin — Berber. Parowce P. O. nie dochodzą do tego portu, zresztą Madame znała wszystkich, których pomoc lub rada mogłaby się w danym wypadku na coś przydać. Byli to ludzie niezbyt szanowni, ale umieli doprowadzić wszelkie sprawy do ostatecznych rezultatów, co jest rzeczą o wiele ważniejszą, gdy dzieło znajdzie się już w toku.
— Ale koło Suakin wciąż się biją. Z tej pustyni skądciś rodzą się nowi ludzie... i coraz to nowi. A jakie to zuchwalce! Pocóż to do Suakin?
— Przebywa tam mój przyjaciel.
— Twój przyjaciel! C-tt! c-tt! A więc chyba masz śmierć za przyjaciela!
Madame Binat położyła opasłe ramię na stole, napełniła ponownie szklankę Dicka i przyglądała mu się uważnie w świetle gwiazd. Zupełnie nie było potrzeby, by pochylał głowę na znak potwierdzenia i mówił, że...
— Nie. Jest to człowiek, ale... gdyby to miało nadejść... to... czy masz mi to za złe?
— Ja mam ci to mieć za złe? — roześmiała się piskliwie. — Kimże ja jestem, bym miała mieć komu coś za złe... z wyjątkiem tych, którzy starają się mnie oszukać w rachunkach za to, co zjedli lub wypili... Ale to rzecz okropna!