Strona:Rudyard Kipling - Druga księga dżungli.djvu/41

Ta strona została skorygowana.

biegł wielki jeleń, obciążony Bhagatem, którego zwolna wszystkie siły odbiegały. Wreszcie pięćset stóp nad poziomem, w mrocznej sosnowej dziczy przystanął barasingh. Instynkt zwierzęcia, który go przestrzegł przed niebezpieczeństwem, upewnił go teraz, że tu już bezpiecznie.
Purun Bhagat padł wyczerpany przy zwierzęciu, gdyż zimno deszczu i szalone wspinanie się po stokach były dla niego śmiercią; mimo to jednak zawołał donośnie w stronę, gdzie rozproszone światła pochodni jaskrawo błyskały wśród mroczy: „Stójcie i policzcie się!“ Skoro jednak ujrzał, że pochodnie zbijają się w jednę gromadę, zaszeptał do jelenia: „Stój przy mnie, bracie. Stój — aż — odejdę!“ I wnet przeszło głębią powietrza głębokie westchnienie i zmieniło się w głuchy pomruk, a pomruk spotężniał w huk ogłuszający wszystkie zmysły; i góra, na której stali wieśniacy zachwiała się od podziemnego wstrząśnienia. I dał się słyszeć ton pełny i głęboki, jak C u organów i zapanował nad wszelkimi odgłosami, szumami i szmerami w przyrodzie, a wzdłuż wysmukłych pni sosen przebiegł dreszcz trwogi. Gdy ten zgasł — zmieniła się ulewa, która z hukiem i trzaskiem siekła na parę mil dokoła twardą ziemię i kamienie, w stłumiony, pienisty, miękki szum opadającej na rozmokłą grudę wody. Mówiło to już samo za siebie.
Lecz żaden z wieśniaków — nawet sam kapłan — nie odważył się przemówić do Bhagat’a, który im życie uratował. Wszyscy pochowali się pod sosnami i wyglądali dnia. A skoro wstał dzień, skierowali wzrok w głąb doliny i ujrzeli, że, co było lasem, polem, porzniętem w ścieżyny pastwiskiem, to zmieniło się w sosnową, ceglastą, wachlarzowato rozlaną masę błota, w której tonęły rozsiane licznie po pochyłości pnie obalonych drzew. Topiel błotna zalewała wysoko stoki wzgórza, na którem wieśniacy znaleźli ocalenie i tamowała bystry prąd małej rzeczułki górskiej, która rozlała się mętnem, ceglastem bagniskiem. Z wioski, z drożyny, która wiodła do kapliczki, z kapliczki samej i z lasu, który był poza nią, nie pozostało i śladu.