Strona:Rudyard Kipling - Kim T2.djvu/55

Ta strona została uwierzytelniona.



ROZDZIAŁ X

Lurgan Sahib nie miał zwyczaju bezpośrednio brać udziału w sprawie, ale jego opinja zgadzała się ze zdaniem Ali Mahbuba, a wynik tego był pomyślny dla Kima. Umiał on już lepiej niż przedtem opuszczać Lucknow w przebraniu krajowca, a jeśli Mahbub był w obrębie, w którym możliwa była korespondencja, skierowywał się do jego obozu i przebierał pod bystrem okiem Pathana. Gdyby małe pudełko z farbami, którego używał w czasie nauki do malowania map, mogło mówić i opowiedziało jego wakacyjne zajęcia, wypędzonoby go z pewnością ze szkoły. Jednego razu dojechał z Mahbubem aż do pięknego miasta Bombay wraz z trzema wagonami pociągowych koni, i Mahbub omal nie rozpłynął się z radości, gdy Kim podał projekt, aby przepłynąć okrętem ocean Indyjski, ażeby kupić konie w Zatoce Arabskiej, za które, jak się dowiedział od jednego z ludzi, służących u kupca Abdul Rahmana, płacą lepiej, niż za ogiery z Kabulu.
„Umoczył rękę w półmisku z tym wielkim handlarzem”, gdy Mahbub i kilku jego współwyznawców zostali zaproszeni na wielkie przyjęcie. Potem wracali morzem z Karachi i wtedy Kim doświadczył poraz pierwszy, co to choroba morska, siedząc na przodzie parowca, wędrującego wzdłuż wybrzeży i był wówczas głęboko przekonany, że

—   35   —