Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/78

Ta strona została skorygowana.

Baloo czynił rozpaczliwe wysiłki, by nadążyć za nimi, ale zasapał się i musiał odpoczywać, by choć z opóźnieniem zajść na miejsce. Tymczasem Bagheera mknęła przed siebie rączym kłusem. Kaa nic nie mówił, ale choćby Bagheera nie wiem jak pędziła, olbrzymi skalny pyton zawsze potrafił się z nią zrównać. Kiedy doszli do strumienia górskiego, Bagheera wyprzedziła swego towarzysza, gdyż przesadziła jednym skokiem przeszkodę, którą on musiał dopiero przepływać, wznosząc łeb i kark na dwie stopy ponad wodę; na suchym gruncie jednak Kaa znów wyrównał odległość.
— Na wyłamaną zaworę, która mnie wyzwoliła! — ozwała się Bagheera, gdy zapadł zmrok. — Z ciebie nielada szybkobiegacz!
— Jestem głodny — odparł Kaa. Pozatem małpy przezwały mnie nakrapianą ropuchą!
— Glistą... ziemną glistą... i to jeszcze żółtą!
— Wszystko jedno! Idźmy dalej!
Kaa zdawał się pływać po ziemi i zawsze wypatrywał bystremi oczyma najkrótszą drogę i nie zbaczał z niej ani na włosek.
Małpy przebywające w Chłodnych Legowiskach już zgoła nie zaprzątały sobie głowy myślami o sprzymierzeńcach Mowgliego. Przyniósłszy chłopca do Zapadłego Miasta, były przez pewien czas bardzo z siebie zadowolone. Mowgli wpierw nie widział indyjskiego miasta, więc to, które obaczył, wydało mu się arcywspaniałem i pełnem dziwów — aczkolwiek w znacznej części było ono już kupą zwalisk. Wybudował je tutaj na małym wzgórku jakiś