Strona:Selma Lagerlöf - Legendy o Chrystusie.djvu/19

Ta strona została uwierzytelniona.


ratując pracowite, a strudzone pszczółki, jasny, uśmiechnięty i szczęśliwy.
Żołnierz przypatrywał się temu z niewypowiedzianym zdziwieniem.
— Cóż to za niedorzeczne dziecko! — myślał sobie. — Nic podobnego jeszcze nie widziałem. Nosić do ula pszczoły, które radzą sobie same i nie potrzebują pomocy od ludzi. Narażać się bez potrzeby na bolesne ukłucie żądłem! Dziwne dziecko. Co z niego wyrośnie, jeśli się wychowa!
Powtarzało się to codziennie. Chłopczyk co rano przybiegał na łąkę, a żołnierz coraz bardziej dziwił się jego zabawom.
Od trzech lat, jak tu stoję na straży — mówił sobie — nic mię do tego stopnia nie zajęło i nie zaprzątało mej uwagi.
Lecz widok dziecka nie sprawiał mu bynajmniej przyjemności, — przeciwnie, mimo woli nasuwał mu na myśl okropną przepowiednię jednego z judejskich proroków. Zapowiadał on, że nadchodzi czas pokoju. Ustaną wszelkie wojny, — w ciągu lat tysiąca krew ludz-