Strona:Selma Lagerlöf - Legendy o Chrystusie.djvu/27

Ta strona została uwierzytelniona.


kiej. Doprawdy, powinienem mu być wdzięczny.
Ponieważ jednak nie cierpiał chłopczyny, prędko o swym postanowieniu zapomniał. — To dziecko, — mówił sobie, — samo nie wie, co robi i dlaczego tak postępuje. Bawi się tylko wszystkim, co mu się podoba. Alboż lilie i pszczoły czują dla niego wdzięczność? Nie mam się o co troszczyć, — dzieciak nie wie nawet, że oddał mi taką przysługę.


∗                              ∗

W kilka minut po tym zdarzeniu Woltigiusz, dowódca straży betleemskiej, zbliżył się do żołnierza.
Dreszcz przeszedł legionistę, gdy ujrzał go przed sobą.
— No, — szepnął — trochę wcześniej, a zastałby mię z dzieckiem na ręku! Oto jest dobrodziejstwo, które mogło mię drogo kosztować, — mnie, rzymskiego żołnierza!
I zaczął więcej jeszcze nienawidzieć dziecka; nie mógł myśleć o nim bez gniewu.
— Czy mogę mówić tutaj będąc pe-