Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/22

Ta strona została skorygowana.

— Jeśli mi tego nie przyrzeczesz, nie będę mógł spokojnie umrzeć — rzekł więzień.
— Tak, odpowiedział proboszcz — przyrzekam ci, czego odemnie żądasz.
Następnie więźnia powieźli dalej, a proboszcz stał na gościńcu i myślał nad tem, jak ma dotrzymać słowa, danego Olofowi. Wracając do domu, myślał przez całą drogę o skarbie, którym się cieszył. Ale jeśli rzecz miała się tak, że lud tej gminy nie może znieść bogactwa? Czterej już zmarnieli, czterej, którzy wpierw byli ludźmi wspaniałymi i dumnymi. Myślał, że widzi przed oczyma całą gminę, jak ta kopalnia srebra jednego za drugim niszczy. Czyż on, ustanowiony na to, aby bronić i pilnować dusze tych biednych ludzi, ma uczynić coś, co ich zniszczy?
Król wyprostował się w swem krześle i bystro spojrzał na opowiadającego. — Muszę przyznać, że proboszcz tej zapadłej wsi jest dzielnym człowiekiem.
— Nie dość było na tem, co się już stało — opowiadał pastor dalej — ale kiedy nowina o kopalni srebra rozeszła się wśród mieszkańców wioski, przestali pracować, próżnowali i czekali aż przyjdzie czas, kiedy bogactwa ich obsypią. Wszystkie włóczęgi z całej okolicy ciągnęli do tę wsi, a proboszcz bezustannie słyszał o pijaństwie i bójkach.
Cały tłum ludzi nic więcej nie robił, tylko