Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/39

Ta strona została przepisana.

siach i przybrawszy pokorną pozycyę człowieka, któremu stała się krzywda, odpowiedział, że dusza jego jest tego wieczora pełna własnych trosk, tak, że niezdolny jest dziś sądzić o rzeczach cudzych.
Ale cudzoziemiec, człowiek bardzo żywy i usposobienia rozkazującego, mało troszczył się o jego odmowę. Ponieważ nie było krzesła, odepchnął poprostu dywan Mesullama na bok i usiadł w nyży okna. Potem począł czystym, wyraźnym głosem opowiadać sny, które dragoman tłómaczył staremu wróżbicie.
— Powiedz mu — mówił cudzoziemiec — że przed paru laty byłem w Kairze, w Egipcie. Ponieważ on, jak powiadasz, jest człowiekiem uczonym, więc wie oczywiście, że tam znajduje się meczet, zwany El Azhar, będący najsławniejszem miejscem uczoności w Egipcie. Pewnego dnia poszedłem go zwiedzić i znalazłem cały olbrzymi ten gmach, jego budowle i arkady, przejścia i sale świątyni przepełnione ludźmi, oddanymi nauce. Byli tu starcy, którzy całe swe życie poświęcili badaniom mądrości, oraz dzieci, będące właśnie w wieku, kiedy uczą się pisania pierwszych liter. Byli tu rośli murzyni, z głębi Afryki przybyli, piękni, szczupli młodzieńcy z Indyi i Arabii, cudzoziemcy z dalekich stron, z Berberyi, Turanu, ze wszystkich krajów, których ludy czczą koran. Pod kolumnami — a mó-