Trudno ciągnąć, kto nie ma umysłu do czego.
Piękniej ci u roboty; w tyjeś przodek miała.
U robotyś mi naprzod do serca przystała.
Ręko moja, kto Bogu dufa, a pracuje,
Pomnisz? kiedyśmy byli pospołu na żniwie
Pszenicę w ten czas żęto na siedzianej[2] niwie.
Zagon twoj był wedla mnie, tak ci tam służyło
Szczęście, żeć sierpa w ręku ledwie dojrzeć było.
Chcąc się tobie przeciwić, siliłem się z dusze,
I mowiłem do siebie: Boże, jesli zdarzysz,
Niech taki zawsze robi wedla mnie towarzysz.
Ręko moja, kto Bogu dufa, a pracuje,
Widziałem, pod kądzielą kiedyś siadywała,
Samać się do wrzeciona nić z palca puszczała,
Jedwab nie będzie taki. U ciebie i spanie
Napozniejsze, u ciebie i narańsze wstanie.
Wszystko w domu i wszystko na mieścu położyć.
Ława zawsze chędoga, pomyte naczynie.
Mowiłem: komu cię Bog da, z tobą nie zginie.
Ręko moja, kto Bogu dufa, a pracuje,
Jesliś mi przyjacielem, podobno nie zgadnę;
Gdyś chusty[3] polewała onegdy czeladne,