Strona:Staff LM Zgrzebna kantyczka.djvu/23

Ta strona została przepisana.
WYTWORNIE ZANIEDBANY PARK...


Wytwornie zaniedbany park książęco chłodny,
Nad ukrytemi w trawach angielskich źródłami,
Tchem ogarnął wiosennym przed­‑zachód pogodny...
Idziemy białym piaskiem wąskiej ścieżki — sami.

Na szpady rękojeści, wysadzanej suto
Drogiemi kamieniami i złotem kowanej
Matowem, co w niem zręczne snadź rzeźbiło dłuto,
Kapelusz zawiesiłem z wdziękiem stosowany.

W atłasowej sukience, w obcisłym gorsecie,
Z twarzą li spotykaną u pulchnych amorków,
Idziesz, podobna raczej dziecku, niż kobiecie,
Wywyższona naiwną przemyślnością korków.

Nad sadzawkę pójdziemy... Tam panienka siędzie,
Wesprze na drobnej dłoni zakochaną głowę,
By patrzeć, jak po stawie pływają łabędzie
I jak koło altany bzy kwitną liljowe.

Za rękę ciebie ujmę, do ust ją podniosę,
A ty głowę uchylisz wstecz, nie broniąc ręki,
Igrającej z peruki pudrowanej włosem — —
I wkońcu ust mi podasz dar wonny i miękki.