Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Grzesznica.djvu/81

Ta strona została uwierzytelniona.

— Wiem o tem! Byłam na przyjęciu razem z Otockim! Nie pozostawiłby jej samej w domu!
— Byłaś? Widziałaś go?
— Tak!
— I cóż?
— Wszystko poszło znakomicie! Ale czyś pewny, że znajdziemy tam walizkę...
— Przysięgnę... Wydawał się zmieszany, obawiał się rewizji... Gdyby nie dozorczyni..
— Hm... źle się stało...
Piękna grzesznica, pochwyciwszy cienkiego papierosa ze stojącego na nocnym stoliku srebrnego kubeczka, zapaliła go i przeszła się parę razy po pokoju, głęboko zaciągając się dymem.
— Odzyskać musimy walizkę.. a raczej jej zawartość za wszelką cenę...
— To jasne...
— Ale gdzież się ukrywa dziewczyna?
— Djabeł chyba cośkolwiek zrozumie! Przetrząsnąłem całą Warszawę.
— Pozostawiła walizkę u Otockiego i wyjechała?
— Możliwe! Choć jaki byłby w tem cel?
— Nie pojmuję!
— A Stratyński?
— Stracił kompletnie głowę! Ledwie mogłam sobie z nim poradzić na przyjęciu u Turowskich...
— Lęka się?
— Niewątpliwie...

Zaległa cisza. Pani Vera, rzuciwszy się w fotel, rozmyślała nad czemś przez chwilę.

75