Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Grzesznica.djvu/92

Ta strona została uwierzytelniona.

łaską. Przybywa, wyznawszy mu pierwsza, iż interesuje on ją bardzo — aby przepędzić z nim sam na sam parę godzin... Toć wczoraj dawała do zrozumienia niedwuznacznie, iż łatwo ulega swym „kaprysom“, a rzeczą mężczyzny jest ją na dłużej zatrzymać...
Jakże każdy inny cieszyłby się na miejscu Otockiego!... Nawet za krótkotrwały „kaprys“ pięknej pani — nie jeden gotów poświęcić fortunę...
A jednak...
Dziwny jakiś ogarniał go lęk... Lęk niezrozumiały. Przeczucie niebezpieczeństwa. I podczas, gdy o tajemniczej nieznajomej — pannie Rycie — która cnotliwie przepędziła noc w jego mieszkaniu — myślał z rozrzewnieniem — o wspaniałej grzesznicy — z obawą...
Otocki bowiem umiał tylko w swych powieściach malować mocne i twarde męskie charaktery...
Sam był słaby — bardzo słaby — szczególniej z niewiastami — lękał się, że znajomość z panią Verą zaprowadzić go może za daleko...
Chociaż...

— Tam do licha! — pomyślał ze zniecierpliwieniem nie jestem małe dziecko! W Verze się nie kocham i nie będę jej służył za zabawkę! Cóż, ostateczne, strasznego się stanie, że przepędzę z nią sam na sam chwil parę... Zachowam się z wielką rezerwą, nie odpowiem na żadne awanse, pocznę rozmawiać o literaturze, zanudzę zalotnicę i pozostawi mnie w spokoju... Sensu niema, uwikłać się w romans z podobnie demoniczną niewiastą... Nie oszalałem, aby szukać guza...

86