Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Lekkomyślna księżna.djvu/96

Ta strona została uwierzytelniona.

— Mm... — mruknął minister.
— Te wszystkie okoliczności, my patryjoci, złączeni w związek Świętego Ludwika, postanowiliśmy wykorzystać...
— Związek Świętego Ludwika! — zawołał Fouchè.
— Tak, to my! Podrobiliśmy tedy, wcale zręcznie, jak zresztą sam pan minister przyzna, charakter pisma Canouville’a, którego próbek mieliśmy poddostatkiem... i zarzuciło się jednocześnie dwie wędki..
— Dwie wędki?...
— Jedną na którąś z osób z cesarskiej rodziny, — drugą... na ekselencję... we własnej osobie...
— Tam do licha...
— Przewidywania nasze nie zawiodły! Liczyliśmy, iż albo pan Fouché pierwszy tu przybiegnie, znęcony możliwością, ujęcia listów w swe ręce i przy ich pomocy robienia intryg na cesarskim dworze, albo też Paulina wyśle kogoś — a pan Fouché w ślad pospieszy, niby ogar za zwierzyną. Zechce przyznać, wasza ekscelencja, że plan udał się istotnie...
— Hm... no... tak... — zabrzmiała odpowiedź, w której tyleż było zniecierpliwienia, co i podziwu dla przebiegłości przeciwnika.
— Pierwszy przybył tu wielce zarozumiały porucznik! Związaliśmy grzecznie chłopczyka i gdyby był nieco roztropniejszy, nie siedziałby w piwnicy, w błocie... Do niego nie mamy szczególnych żalów.. ale z waszmością może być inna sprawa...
— Mianowicie?
— Tylu na gałęzi naszych nawieszał, że i sam zawisnąć może!
Fouché mimo, iż związany, aż podskoczył do góry:

90