Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Marja Wisnowska. W więzach tragicznej miłości.djvu/36

Ta strona została skorygowana.

nie dała czekoladek! Wszystkie pensjonarki tak piszą.
— A teraz — zakończył Fryze — marzę o śmierci jako Ofelja... ale tylko po to, aby za chwilę wrócić na scenę po oklaski!
Wisnowska czując, że z ciętemi literackimi językami sobie nie poradzi, wolała skapitulować i wybuchnęła śmiechem.
— Macie rację — zawołała — życie jest piękne, kocham życie, pragnę żyć i używać... A przedewszystkiem mam jeszcze tyle do zrobienia... sztuka... sława... Kocham Warszawę... ale ona mi już nie wystarcza. Pragnę oklasków w Paryżu, w „Comedie Française“, muszę zrobić tournée do Anglii, Ameryki... Mogła zbierać zagranicą laury Modrzejewska, musi je zebrać Wisnowska!
— Ma pani przynajmniej wszelkie dane po temu! odezwał się Lubowski.
— I to mnie najwięcej dręczy, mówiła nie zwracając wcale uwagi na słowa zachęty, to czasem morduje śród bezsennych nocy, czy celu dopnę... O wielebym dała zato, aby poznać przyszłość.
— Jest tu jeden taki między nami, co znakomicie potrafi wróżyć, wskazując na Jeske-Choińskiego odezwał się Zalewski.
Powieściopisarz istotnie wielce interesował się chiromancją, ze swemi jednak wiadomościa-