Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Niebezpieczna kochanka.djvu/204

Ta strona została uwierzytelniona.

Większy pozostał, gdyż właśnie w chwili, kiedy pan z nim wychodził, obudził się hrabia... Lecz, neseserek przecież pan zabrał...
— Rzeczywiście! — zawołał nagle Krzesz, przypominając sobie ten fakt. — Rzeczywiście,, wyniosłem najprzód walizeczkę i położyłem ją na oknie. Później wróciłem po tem ciężki kufer... Całkiem mi to wyszło z głowy, kiedym wyskakiwał przez okno. Neseser został na parapecie...
— Nie było go tam!
— Jakto, nie było? — zdziwił się malarz. — Chyba zleciał do ogrodu? Należało dobrze poszukać.
— Hrabina przetrząsnęła jaknajdokładniej zarówno sypialnię jak i trawniki, znajdujące się przed willą... Walizka znikła.
— Niepojęte...
Twarz barona stała się naraz zimna i zawzięta, a monokl zabłysnął złowrogo.
— Neseserek — wycedził po woli — zawierał biżuterję hrabiny Orzelskiej! Biżuterję wartości przeszło stu tysięcy złotych! Rozumie pan, panie Krzesz?
Malarz poczerwieniał.
— Dziwne... dziwne... — wybełkotał. — Gdzież się podziała ta przeklęta walizeczka?
Raźnia-Raźniewski uderzył weń twardo wzrokiem:
— Lepiej to pan wie, chyba od nas!
Krzesz poczuł ukrytą insynuację. Drgnąwszy z oburzenia, odparł ostro:
— Co mają oznaczać słowa pana barona?
Jakiś grymas wzgardliwy przebiegł po obliczu Raźnia-Raźniewskiego.
— To tylko — syknął — że walizeczka była

202