Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Niebezpieczna kochanka.djvu/62

Ta strona została uwierzytelniona.

dzeń, te rozwiewały się ostatecznie. Podejrzenia znikły. Zbliżyła się ona powoli do Orzelskiej i ściskając jej rękę mocno, wyrzekła po raz pierwszy serdecznie:
— Toć aniołem trzeba być w ludzkiem ciele, jak ty, Tamaro, by przy twojej urodzie i młodości, poświęcić swe życie biedakowi!


56